Overblog Suivre ce blog
Editer l'article Administration Créer mon blog
12 septembre 2015 6 12 /09 /septembre /2015 15:27

Postanowiliśmy pojechać do Hiszpanii. Przez ponad 30 lat spędzaliśmy tam wakacje w gościnnej willi rodziców Jeanne, wtedy jedynej w Urbanizacion Solimar, na starożytnej Via Augusta, długiej drodze ciągnącej się wzdłuż Lazurowego Wybrzeża.

Była już tam kolejna część młodego pokolenia van Tol'ów, siotrzenica Jeanne Barbara Garden, z mężem Nolty i ich dwojgiem dzieci, Danique i Marley, była Jeanne siostra Henny, z mężem Henkiem Marré.

Oboje pamiętamy czasy i miejsca wspaniałych odpoczynków, odwiedzin także mojej rodziny, mojej Matki, Anki i jej męża Johna, tego, że na plaży zginęła mi jedna z książek Vincenza, podarowana mi przez żonę pisarza.

Więc może spróbować, czy uda się kolejny raz ? Na cześć Micińskiego, który wybierając życie wybrał szaleństwo...

Do samolotu zawiozła nas urocza para nieznajomych. Teraz załatwia się to przez internet, co bardzo redukuje koszty. Przyjechali po nas, Rafał nas odprowadził do samochodu.

Jeanne pod kapeluszem i ja przed wyjazdem na lotnisko,  Raphael nas odprowadza
Jeanne pod kapeluszem i ja przed wyjazdem na lotnisko,  Raphael nas odprowadza

Jeanne pod kapeluszem i ja przed wyjazdem na lotnisko, Raphael nas odprowadza

za restauracją, wzdłuż wybrzeża, miejsce akcji - osoby dramatu: Jeanne i ja - Henny i Henk Marré - Barbara i Nolty Garden z dziećmi Danique et Marley -

za restauracją, wzdłuż wybrzeża, miejsce akcji - osoby dramatu: Jeanne i ja - Henny i Henk Marré - Barbara i Nolty Garden z dziećmi Danique et Marley -

Siostry

Siostry

Na plaży: rodzice pod namiotem, Marley, Danique
Na plaży: rodzice pod namiotem, Marley, Danique
Na plaży: rodzice pod namiotem, Marley, Danique

Na plaży: rodzice pod namiotem, Marley, Danique

Morze. Takie samo od zawsze. Między białymi kreskami strzęp zabudowań resturacji Signora Dorores, naszej niegdysiejszej żywicielki...

Morze. Takie samo od zawsze. Między białymi kreskami strzęp zabudowań resturacji Signora Dorores, naszej niegdysiejszej żywicielki...

To były niezapomniane chwile. Byliśmy z Jeanne zachwyceni tajemniczością sytuacji, rozpiętej między niby minionym a teraźnieszym czasem, naznaczonej spotkaniem z pamiętanymi ludźmi, ze wspomnieniami. Dobrze, że ulegliśmy szaleństwu.

...

Tym lepiej, że otaczała nas od początku ludzka sympatia,

nieznanej pary młodych, którzy zawiedli nas na lotnisko w Brukseli,

Barbary i Nolty'ego, bo sprawili nam niespodziankę czekając na lotnisku w Reus, i odwożąc w drodze powrotnej,

ludzi, którzy od początku do końca okazywali nam uprzejmość i pomoc.

Dwu nienanym panom, już w Lille, o 2 w nocy i przy 9 stopniach na termometrze (parę godziny temu na plaży było 35) jesteśmy wdzięczni za pomoc, okazaną nam przy powrocie do domu. Nie było taksówek (bo coroczne święto piwa) i poruszanie się, po podróży i z walizkami, okazało się jednak trudne (wiek ???).

Odbrali nam nasze walizki, włożyli na Jeanne ciepłą kurtkę, zaprowadzili nas do tramwaju, wysiedli z nami na naszym przystanku i z oporami, zobaczywszy, że pozostało nam już niewiele do dojścia do nas, życząc nam dobrego powrotu, wrócili do tej samej linii tramwajowej, aby dojechać do ich miejsca przeznaczenia....

Z ulgą zdjąłem sandały. Moje stopy były spalone poprzedniego dnia. Przyszedł lekarz i nakazał opikę pielęgniarską. To było porażenie 2 stopnia. Dopiero dziś moglem pójść do kościoła.

Partager cet article

Repost 0
Published by 011bukowski.over-blog.fr
commenter cet article

commentaires