Overblog Suivre ce blog
Editer l'article Administration Créer mon blog
12 juillet 2012 4 12 /07 /juillet /2012 19:45

 

Jerzy Kędra dał nam na trzy tygodnie klucz do swojego mieszkania w Iwoniczu. Jakże nie pojechać! Autobus, czyli navette firmy Flipko, zawiózł nas do belgijskiego lotniska w Charleroi, polecieliśmy do Krakowa. Na lotnisku, bardzo miły pan od obsługi turystów przybywających na EURO 2012 zawołał dla nas taksówkę, ale na szczęście Grzegorz Kościński przyjechał samochodem na czas (nie zdaliśmy sobie sprawy z tego, ze samolot wylądował o pół godziny wcześniej) i już z nim pojechaliśmy do jego krakowskiego mieszkania, przy ulicy Wawrzyńca. Grzegorz to nasz stary znajomy, w sierpniu 2003 roku byliśmy w ich domu pod Krakowem, potem w Lille, my bywaliśmy u nich i oni u nas. Jest to wspaniały gawędziarz, muzyk i dziennikarz, po drodze informował nas o Krakowie, wieczorem zjedliśmy kolację w pięknej dzielnicy żydowskiej. Spędziliśmy noc w jego mieszkaniu. Następnego dnia poradził, i słusznie, abyśmy pojechali do autobusu tramwajem. Po kilku godzinach jazdy, na dobrych, choć nie bardzo szybkich drogach, nowoczesnym pojazdem, nieco zmęczeni dojechaliśmy do Iwonicza.

 

Od rana zaczęliśmy poznawać to piękne miejsce. Z naszej ulicy Kulczyńskiego zeszliśmy coś zjeść do Cyklady, uroczego zakątku sympatycznych i przyjaznych ludzi na ulicy Słonecznej, rzucić okiem na Internet w księgarni Nova Duo, wchodzić w nowe.

DSC06705 

 

Były spacery, zabiegi w Zakładzie Przyrodoleczniczym, nie szybkie chodzenie. Po tygodniu pojechałem do Częstochowy, odwiedzić Basię i Janka Millerów - miałem wyrzuty sumienia, że zostawiłem Jeanne samą, w dodatku w autobusie jakaś pani zadzwoniła na moja komórkę z informacją po polsku, że ma mi coś bardzo ważnego do powiedzenia, po dłuższym zdenerwowaniu towarzysz podróży poradził, żebym zadzwonił do Jeanne, poprzedzając jej numer cyfrą 0048 (że też na to sam nie wpadłem), potem już jechałem spokojny. Cieszę się, bo spędziłem z nimi wspaniałe godziny, Janek zabrał mnie na Kule do rodziców, pokazał grób Jacka Gospodarka na Rocha (blisko Jacka są Łodzińscy, jest Załuski).

 

Noc w Częstochowie spędziłem, jak już kilkakrotnie poprzednio, u Sióstr Urszulanek Unii Rzymskiej, na ulicy 3 maja. Zabawnie, bo początkowo siostry odmówiły Jankowi przyjęcia mnie, samotnego mężczyzny, na co nie pozwala ich reguła. Wstąpiłem tam i przekonałem jedną z nich, że już z ich gościnności korzystałem parę razy z synem i wnukiem a śniadania jadaliśmy w sali przy kuchni. Pozwolono mi przyjść na noc o 9 wieczorem, zaznaczono, że „bez” śniadania. Wieczorem, ta sama siostra poprosiła mnie o paszport i była bardzo zakłopotana, że nie mam adresu w Polsce. Nazajutrz rano wszystko się wyjaśniło: znana mi już od dawna starsza siostra wyjaśniła, że mieli wczoraj uroczystość i nikogo nie przyjmowali, a znana mi, młoda i bardzo piękna, sympatyczna siostra, po przyjęciu należności zaprosiła nas ponownie w przyszłości.

 

Janek odwiózł mnie do autobusu i już po dziewięciu godzinach znalazłem się w Iwoniczu, z poczuciem właściwie wykorzystanego czasu.

 

Z Jeanne odbyliśmy jeszcze jedną ważna wizytę. W Krośnie, u państwa Owoc. Po latach znalazłem się w miejscu, w którym bywałem jako prezes stowarzyszenia La Pologne, je signe, i dyskutowałem o możliwościach i formach pomocy Polsce. Wtedy poznałem pana Henryka, pamiętam jak z liczną grupą bywał w Grenoble i u nas w domu w Domène, założyliśmy Izbę Rolniczą w Krośnie. Tadeusz Wójcik, jego współpracownik z tamtych lat pomagał ten dom w Domène malować.

 

Jestem pod wrażeniem tej wizyty. Henryk, ratownik GOPR’u, działacz nowej polskiej administracji, społecznik, zawiózł mnie do Dukli, okazywał nam zawsze dużo serdeczności, oboje przyjmowali mnie i Bohdana Cywińskiego podczas wizyty Papieża w roku 1997, wymienialiśmy listy i maile. Jest od lat bardzo chory, leży w łóżku, pewnie z niczego nie zdając sobie sprawy, zdany na wspaniałą pomoc swojej żony, która opiekuje się nim, czyta, wie o wszystkim, jest jak on serdeczna, odwiozła nas oboje do Iwonicza. Myślałem jak dziwny jest ten świat. Tak jak po Częstochowie, sadzę, że dobrze, że tam pojechaliśmy i miałem poczucie ludzkiej krzywdy.

 

Wiele mógłbym jeszcze opowiadać o naszym pobycie w Polsce. Jestem wdzięczny Opatrzności, że pojechaliśmy. Dzięki naszym bliskim w Cykladzie, słuchając przypadkowych rozmówcom przy lodach i na spacerze, dzięki EURO 2012 odnalazłem Polskę życzliwą, przyjazną, rozwijającą się w oczach. Nie słyszałem politycznego jazgotu PiS’u i Rydzyka.  Naprzód Polsko! Tak trzymaj!

Kilka zdjęć:

DSC06677

 DSC06717

     DSC06658

 

Partager cet article

Repost 0
Published by 011bukowski.over-blog.fr - dans wydarzenia
commenter cet article

commentaires