Overblog Suivre ce blog
Editer l'article Administration Créer mon blog
6 décembre 2014 6 06 /12 /décembre /2014 17:26

 

Kanonia 2

Sylwia i Marcin, zarządzającym hostelem "Kanonia", w samym wnętrzu Starego Miasta, przy ulicy Jezuickiej. Tuż obok, był przed wojną Instytut Kształcenia Nauczycieli, w którym pracował mój wój Gieorgica, a w piwnicach, służących jako schrony, ludzie chowali się przed niemieckimi bombami w roku 1939. Bywamy w "Kanonii" od lat, a gościnni gospodarze miło przyjmują. To był, tym razem mój pokój nr.1:

 moj pokoj

 

Zygmunt S. Skorzynski 2013-07-17"mędrzec". Mój szczodry i spolegliwy "homo politicus". Ten elegancki pan wie wszystko o bardzo wielu i ma szczególny dar rozmowy. Przyjął mnie wśród ciast i alkoholi, utopił w kawie, a rozmowa o ludziach nawiązała się sama, taka sama jak sto lat temu w tym samym miejscu, lub w naszym domu w Wilanowie, a potem we francuskim Domène, w mieszkaniu Jacka na Swiętojerskiej, w warszawskim "Zaiksie", w Pałacu Staszica, w Lille ... 

 

Jolanta i Marek Ch. 2002 Marek i JolantaPracowaliśmy w Lille, na rzecz jednoczenia Polonii Francuskiej. Wiele godzin rozmowy wśród "solniczek" i konfitur Joli i książek Marka, wokół pysznego obiadu z hiszpańskim winem, było przedłużeniem spotkań na balkonie mieszkania w Lille, arcytowarzyskiej zabawy w czasie urodzin Jeanne, jej dialogów filozoficznych z Markiem. Teraz, w Warszawie wiedliśmy nieomal filozoficzną refleksję o naszym kraju i o jego ludziach, i o pojmowaniu służby Polsce. Szczególne znaczenie miała dla mnie ta wizyta i jestem im wdzięczny za ich serdeczność. Liczę na możliwości internetu w przekazywaniu poglądów.

 

Blog1Urszula i Marek Z. Marka znam od przeszło sześdziesięciu lat. Częstochowa i szkoła Sienkiewicza, bridże w mieszkaniu jego Rodziców i w naszym, spacery z jego śp. siostrą Basią, wspólny pobyt w Paryżu, jego i śp Wiesi, jego pierszej żony, dom w Osiedlu Oficerskim, tłumaczenia książek, oto streszczenie wspólnoty tych czasów, wypełnionych przeżyciami. Zawsze byłem pod wrażeniem Marka i jego precyzji, sprawności, jaką wykazuje, np. organizując mój wyjazd na lotnisko w Warszawie, Jego drugą żonę, Ulę poznaję. Powoli, bo przeszkadza odległość. Jest znakomitą Panią domu, bo to sam widziałem, dużo pisze i jest uznana w świecie nauki, bo to mi opowiadał Marek.

 

Marta i Staszek G. Potrzebowałbym książki, żeby o nich pisać. To temat całego życia. Marta jest moją, mówi się "cioteczną", duchowo najprawdziwszą siostrą. Anki już nie ma (tak też się mówi, ale to przeczy oczywistości). Staszek to stary żeglarz, uczestnik wielu wspólnych wypraw kajakowych, towarzysz moich przejazdów autobusem "117" z Saskiej Kępy do masta, dzielnie pomagał w "likwidacji" domu Bukowskich w Częstochowie po śmierci mojego Ojca i przed wyjazdem naszej Matki do Kanady. Myślę o nim serdecznie.

Im zawdzięczam ten pobyt w Warszawie. Bo o nich się bałem słysząc od Marty przez telefon, że czują się niedobrze. Jesteśmy w takim wieku, pomyślałem, że wszystko może się zdarzyć i uznałem, że powinienem być w Warszawie. Ubywa nas.

Wiem, że taki wyjazd nie może zmienić biegu spraw. Mam nadzieję, że obojgu byłem tam potrzebny. Jestem zadowolony, że pojechałem.

 

Stefan F. ekscelencja-1-21-11-2014-11-46-00-copie-2.jpg, Cezary G.   cezarygawrys i Janek T. Jan-Turnau :

 

Sw. Jan Paweł II przyjął Stefana jako ambasadora R.P. w Watykanie, Cezary G. odbył z byłą ekscelencją arcyciekawą rozmowę opublikowaną w "Więzi", a Janek T. od lat darzy mnie teologiczną troską. Zaprosił mnie na znakomity obiad w "Gazecie Wyborczej"  na Czerskiego. Gwarząc przy stole, odnaleźliśmy mnóstwo wspólnych znajomych, omówiliśmy ciekawe i zaskakujące informacje o znanych i wybitnych ludziach, o złożonych losach tego świata.       

Przez długi czas siedziba "Więzi" znajdowała się w wielkim domu przy ulicy Kopernika. Bywałem tam często, to było (i jest, tylko odmłodniałe) moje "naturalne" środowisko. Tym razem po raz pierwszy byłem w ich nowej siedzibie, na Trąbackiej, potraktowany kawą i długą rozmową przez Cezarego, i Stefana i obdzielony przez niego wspomnianą wyżej książką. (tam wykonałem zdjęcie Stefana z Ojcem Swiętym).                                                

Teresa i Janek D. na Stegnach. Moja Matka stawiała mi w dzieciństwie Janka jako wzór i zachętę do nauki. Latami jeździliśmy do Wujostwa Witoldów (jak przez mgłę pamiętam wizytę z Rodzicami u nich w roku 1939, kiedy mieszkali na Marszałkowskiej). Wyraźniej pamiętam rodzinne przyjęcia w ich powojennym mieszkaniu, gdzie podziwiałem zbiory pocelany i psa, który chyba nie lubił zakonnic, bo na nie szczekał. Jeszcze w roku 1976 Wój Witold i Ciotka Hanka odwiedzili nas na ulicy Wiertniczej.

 

DSC04349Ania i Eryk T. Na Saską Kępę dojechałem taksówką. Ania była koleżanką mojej zmarłej siostry Anki, organizowała przez lata Msze Swięte w jej intencji w Kościele Sw Marcina na Piwnej, liczne są między nami tematy i wspomnienia. Francuski Eryk doszedł do nas dość dawno, oboje zainstalowali się w Warszawie, oboje bywali u Marty i Staszka w Głoskowie, teraz okazali mi mnóstwo serdeczności, której wyrazem była także znakomita kolacja w ich białym salonie i długie rozmowy, ciągnące się jeszcze w oczekiwaniu, z Erykiem, na autobus. 


Blog3-copie-1 Maciej Sz. odwiedził mnie niespodziewanie w "Kanonii" z zaproszeniem na obiad. Jest ze naszej starej paczki "kajakowców". Jego żona, też kajakowa Barbara przyjmowała właśnie brata z Niemiec, więc nie mogli mnie przyjąć w domu. Ucieszyłem wizytą Macieja ogromnie: z Markiem, Staszkiem należy przecież do trzonu naszej grupy. Jeanne pamięta naszą wizytę u nich w Warszawie, kiedy ich dzieci były jeszcze małe. Mówi, że położyli nas na materacu, co było, na owe czasy, oznaką nowocześci. Z tamtej wizyty z lat 1970, pochodzi zdjęcie, odnalezione w moim albumie. 

 

Ewka 2 Ewa K. : wypiliśmy kawę w kawiarence "Bazyliszek" na Rynku Starego Miasta. To było dobre spotkanie, rzadkie wśród zbyt sporadycznych. Moja to moja wina, jako jej ojca chrzestnego. Trudno nadrobić wszystkie zaległości, zbyt dużo spraw, trudnych pozostaje, a czas mija. Cieszę się, że odnowiliśmy kontakt, narazie "mailowy".

 

Gozdzikowie 31-07-2010 17-50-00 Marta i Sławek G.  zaprosili mnie na obiad do centrum miasta, w miejscu, gdzie kiedyś był "Supersam", niedaleko od byłego kina "Moskwa". Elegancki teraz i wielkomiejski dom towarowy świadczy o rozwoju miasta, a mnie wprowadził do świata wspomnień, kiedy w "Supersamie" robiłem z Ojcem zakupy, a w kinie, w dzień proklamowania stanu wojennego pokazywano "Apokalipsę". Z satysfakcją notuję, że nieważne okazują się już dawne spory i dyskusje, że przewagę odniosła pamięć szkolnych lat przyjaźni.

Częstochowa: Basia i Janek M. Montages.jpg, miasto mojego dzieciństwa i moich dramatów, szkoły i radości, mojej (i mojego kraju) historii. Janek jest jednym tych, którzy tam stanowili moje środowisko, obok Bohdana K., Sławka G. i Marka Z. Obaj zdaliśmy egzamin maturalny, obaj skończyliśmy Politechnikę, wszyscy trzej bywali w naszym mieszkaniu w Alei Najświętrzej Marii Panny, a ja u nich, na ulicach 7 Kamienic, Dąbrowskiego i w I Alei, grywaliśmy w bridge'a i w szachy, uczyliśmy się wstępu do życia.

 

Janek od początku opiekuje się grobem moich Rodziców, Babci i Anki. Dzięki Mu za to. Jak za każdym razem, spędziliśmy na cmentarzu sporo czasu. Zawsze jest tam coś do zrobienia, powód do szczególnej zadumy.

 

Mieszkają blisko parku z kortami tenisowymi okazują mi, podobnie jak Sławek i Marek Z., nieodmienną serdeczność.

 

Tym razem nie nocowałem u Sióstr, tuż obok, a Janek załatwił mi ładny pokój w innym, "księżowskim" pensjonacie, nieco dalej.      

 

1960-Czarnota-002.JPG Leszek Cz., stara znajomość, zaskoczył mnie na poczcie, gdzie w towarzystwie Janka wysyłałem kartki do Francji. Bywał u nas, chodził z Anką na Wałach Jasnogórskich (w połowie ubiegłego stulecia, patrz zdjęcie), odwiedził Jeanne i mnie pod Grenoble, "po drodze" do Rzymu, gdzie miał śpiewać u Jana Pawła II.

 

Na dziesięć dni pobytu w Polsce i biorąc pod uwagę moj wiek, to nieźle... Opisałem, bo dzięki tym ludziom czuję się szczęśliwy, a dobrze jest, aby wiedzieli to inni. "Ludziom" mówię, bo ważne jest jacy są, mniej i inaczej to, co zrobili, czy robią. 

 

Chcę im tą drogą to powiedzieć i bardzo serdecznie podziękować,

 

                                                                                                   J.B.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Partager cet article

Repost 0
Published by 011bukowski.over-blog.fr
commenter cet article

commentaires